Dziś dzień powrotów. Po dwóch tygodniach błogiego lenistwa czas wrócić do domu. Nie wiedziałam, że można odzwyczaić się od pisania na klawiaturze. Stawiając kolejne litery czuję jak powoli przypominam sobie tą umiejętność. Wracam pełna poruszeń, przemyśleń, z głową pełną nowych pomysłów i marzeń. Ostatni tydzień spędziliśmy w urokliwym ośrodku na Mazurach z dostępem do jeziora i dwoma pomostami. Nie sądziłam, ile czasu można spędzić po prostu zachwycając się pięknem przyrody, która tak niesamowicie wypełnia człowieka. Wiedząc, że czas wyjazdu zbliża się wielkimi krokami, chciałam wpatrując się w taflę wody zatrzymać ten obraz jak najdłużej w pamięci. Niestety nie udało się, bo w każdej sekundzie jezioro wyglądało inaczej. Inny kąt padania słońca, ptactwo wodne unoszące się nad wodą, falowanie jeziora. Zdjęcia to też nie to samo. Najważniejsze jest doświadczanie chwili. Uczucie, że tak spędzony czas Cię wycisza, wypełnia i sprawia, że ładujesz akumulatory na kolejne dni. Miejsce, w którym przebywaliśmy było prowadzone przez sympatyczne małżeństwo lekarzy, którzy rzucili swoją pracę i wyprowadzili się na Mazury. Byłam bardzo zainteresowana ich historią. Po prostu zakochali się w tym miejscu i wcale im się nie dziwię 😉 Ja też! Od razu w mojej głowie zrodziły się marzenia. A gdyby tak też rzucić wszystko i wyprowadzić się na Mazury, znaleźć działkę, wybudować pomost, kupić rower wodny i żyć w harmonii z naturą? Dodatkowo moje marzenia podsyciły słowa właścicieli, która mówiła, że żałują z mężem, że tak późno zdecydowali się tutaj przeprowadzić. Jak to Bartek mówi, marzenia się nie spełniają, marzenia się spełnia, a szczęściu trzeba dopomóc. Może to się wydać szalone (ale czy życie z Bogiem takie nie jest?), ale zaczęliśmy oglądać ceny działek i domów w okolicy, a że wydały nam się one totalnie kosmiczne wysłaliśmy totolotka. Jak to piszę to sama się z tego śmieję, ale też wierzę, że Pan Bóg spełnia nasze najskrytsze pragnienia. A gdyby naszym było właśnie wybudowanie pięknego domu nad jeziorem, otwartego dla całej naszej rodziny, przyjaciół, znajomych, w którym dla każdego znalazłaby się filiżanka ciepłej herbaty w zimowy wieczór, albo kubek orzeźwiającej lemoniady w ciepły sierpniowy poranek, oczywiście z dodatkiem zapachu świeżo upieczonego ciasta? Wysłaliśmy totolotka, ale nic nie wygraliśmy. Wróciliśmy jednak do domu pełni wdzięczności za to co mamy, że tutaj w Gdańsku czeka na nas nasze małe mieszkanko, mamy tu pracę i siebie, że może teraz nie jest nam dane wygrać miliona i spełnić te szalone marzenie, ale może kiedyś? 😉
