Oj, byłoby wspaniale, ale czy aby na pewno? Czy trudniejszy czas w naszym życiu nie sprawia, że potem bardziej odczuwamy szczęście? Potrafimy je bardziej docenić? I czy jakby zawsze wszystko szło nam gładko, to czy umielibyśmy się z tego cieszyć? Czy szczęście w takim razie może się „przejeść”? Ciekawe…
Myślę, że tak. Bliska mojemu sercu jest duchowość ignacjańska, a to dlatego, że wzrastałam w wierze (może brzmi to trochę patetycznie, ale rzeczywiście tak do tego podchodzę) w nauczaniu św. Ignacego u jezuitów w Gdańsku (za co Chwała Panu! :)) Św. Ignacy mówi, że w czasie pocieszenia, tzw. uniesienia duchowego powinniśmy zbierać siły na czas strapienia, który prędzej czy później i tak przyjdzie. Nasza radość powinna nam pomóc przetrwać późniejsze trudny. Myślę sobie,że to ogromna mądrość potrafić w czasie pocieszenia przygotowywać się od razu na to, że nie będzie on trwał wiecznie. Każdy z nas chce, żeby to szczęście trwało zawsze, ale czy naprawdę by tak wspaniale smakowało, gdyby nie było czasu strapienia? Św. Ignacy mówi, że w czasie duchowego dołka powinniśmy myśleć, że również nie będzie on trwał zawsze, a za rogiem schowało się słońce, które lada dzień znowu wyjdzie. Więc całe nasze życie to jedna wielka sinusoida. Ważne żeby potrafić łagodnie przechodzi z jednego stanu w drugi i nie wypadać na możliwych zakrętach.
Ach.. jaka to wielka mądrość potrafić podchodzić tak do życia 😉

