Myślę, że śpiewająca część miejscowości z której pochodzę, może wiedzieć skąd wzięła się nazwa mojego bloga 😉 Od pierwszej klasy liceum do czwartego roku studiów, łatwo policzyć, że aż przez 7 lat, śpiewałam w zespole działającym przy mojej parafii. Piosenka „W lekkim powiewie przychodzisz Panie..” jakoś tajemniczo do mnie przylgnęła. Często jak nie było co śpiewać, ja podobno ją proponowałam, choć wydaje mi się, że nie było to aż tak często. Jednak decydując się na tą nazwę wcale nie pomyślałam o tej pieśni. W dniu, w którym zdecydowałam się założyć bloga, dzień po odsłuchaniu pierwszego nagrania Michała Szafrańskiego (wcale nie słuchałam go w celu nabycia umiejętności oszczędzania pieniędzy ;)) w drodze powrotnej z pracy poczułam niesamowitą radość i otwierające się w mojej głowie nowe zakamarki. Na swojej twarzy poczułam lekki przyjemny wiatr. Pomyślałam wtedy, że właśnie w taki sposób działa Pan Bóg, przychodzi z radością, wielkimi pragnieniami, marzeniami, a także z wiarą w ich spełnienie. Do mnie przyszedł z pragnieniem dzielenia się swoją wiarą z innymi i doświadczaniem Boga w codzienności. Przed wyjściem z pracy rozmawiałam z pewną panią o rekolekcjach ignacjańskich. Zaczęłam mówić o Bogu, mojej wierze… Była we mnie wielka radość. Często słyszę, że jestem taka pogodna, uśmiechnięta i że wnoszę życie tam się gdzieś pojawię, a ja dopiero zdałam sobie sprawę dlaczego tak się dzieje, powiedziałam to pierwszy raz na głos i tak bardzo mnie to dotknęło. Jestem przekonana, że osoba, która realnie doświadczyła obecności Pana Boga nie może być smutna 😉 Oto cały mój sekret, z którym Was dzisiaj zostawiam.

