„Wystarczy Ci mojej łaski”

Niedziela. O 7:00 obudziły nas głośne dźwięki muzyki. Czyżby grono panów kontynuowało wieczór kawalerski? No nic, cisza nocna się skończyła, więc nie ma co się czepiać. Śniadanie i pora ruszać do Kościoła. I znowu to analizowanie, czy czuję się wystarczająco dobrze żeby wejść do środka, czy może lepiej będzie stać na zewnątrz żeby po raz kolejny nie musieć wychodzić w trakcie? A może zostaniemy tuż przy otwartych drzwiach żeby mieć krótką drogę do wyjścia? Przez okres 17 tygodni ciąży wiele opcji mamy już wypróbowanych. Początek Mszy. Czy aby na pewno dam radę wystać tą godzinę? Odhaczam w głowie kolejne zakończone punkty. Panie Boże, może zechciałbyś coś do mnie powiedzieć? Jest mi ciężko, proszę przyjdź z pocieszeniem. Pierwsze czytanie, psalm, drugie czytanie i nagle słowa, które od bardzo dawna mnie poruszają i prowadzą przez życie. Miałam wrażenie, że czytane są właśnie dla mnie:

„Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali. Najchętniej więc będę się chlubił z moich słabości, aby zamieszkała we mnie moc Chrystusa. Albowiem ilekroć niedomagam, tylekroć jestem mocny.”

Nie wiem, czy mogłabym usłyszeć coś, co bardziej poruszyłoby moje serce. Te słowa były do mnie, właśnie na ten konkretny moment mojego życia. Odczuwanie słabości i jej dopuszczanie jest ostatnio moim chlebem powszednim. Pierwszy trymestr ciąży dał mi nieźle w kość, co spowodowało, że często nie byłam nawet w stanie otworzyć lodówki, nie wspominając o zrobieniu czegoś do jedzenia. Mojemu nosowi ukazała się cała paleta zapachów, które kiedyś były tak przyjemne, a teraz powodowały mdłości. Zwyczajne aktywności, które kiedyś byłam w stanie zrobić w ciągu jednego dnia zaczęłam planować na cały tydzień. Odczuwanie niemocy, bezsilności i bezradności było codziennością. A tu przychodzę do Kościoła i słyszę, że właśnie w tym wszystkim nie jestem sama, że łaska Boga nie ma granic, że moja niemoc sprawia, że tak naprawdę staję się bardziej silna. Łał! Mimo, że te słowa bardzo mnie poruszyły, są dla mnie bardzo trudne, gdyż ciężko w tych trudnych chwilach o tym pamiętać. Chcę jednak je sobie przypominać za każdym razem, kiedy będę odczuwać moje ciążowe bezsilności.

PS. Mój Mąż zawsze jak robi mi zdjęcia to też robi zdjęcie brzuszka, żeby nasza Księżniczka się nie pogniewała, że tatuś fotografuję tylko mamę 😀

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry