#Historie pisane przez życie – Nocne spacery nad morze

Weekend w domu rodzinnym. Powrót do Gdańska do studenckiego mieszkania. Znowu jakiś dziwny niepokój w sercu. Mieszkałam wtedy w starej kamienicy, w której ciągle było mi zimno. W kuchni bałagan, śmieci wysypywały się z dwóch koszy. No tak, nie było mnie przez weekend i nikt tego nie ogarnął. Pełno naczyń w zlewie. Nikt nawet nie wyszedł z pokoju powiedzieć mi cześć. Było mi zwyczajnie przykro. Wiedziałam, że muszę wyjść, bo zaraz eksploduję. Był to pierwszy dzień, kiedy w tamtym roku zaczął sypać śnieg. Było bardzo zimno, Gdańsk z każdą minutą stawał coraz bardziej biały i zimowy. Była 23:00, a ja szłam sama na Brzeźno. Ta okolica nie cieszy się dobrą sławą, a ja wybrałam się sama w nocy na spacer. Szłam przed siebie i doszłam aż nad samo morze. Zaczęło mi się robić zimo. Śnieg sypał coraz bardziej, a ja miałam jeszcze dobre pół godziny drogi do mieszkania, do którego wcale nie chciało mi się wracać.

Idąc w kierunku mola zobaczyłam człowieka w czarnej kurtce, który leżał pod płotem zwinięty w kulkę. Było bardzo zimno, pierwsza noc od dawna z minusowymi temperaturami. Podeszłam bliżej, ale nie widziałam żadnej reakcji. Wiedziałam, że nie mogę tak zostawić tej osoby, przecież może zamarznąć w nocy. Było zimno, godz. 23:00, pojedyncze osoby spacerujące nad morzem. Nikt nie zwracał na tego Pana uwagi. LUDZIE CO Z WAMI?! Czemu jesteście tacy obojętni? TU LEŻY CZŁOWIEK I POTRZEBUJE NASZEJ POMOCY! Zaczęłam szukać wsparcia. Zawołałam dwóch spacerujących chłopaków żeby mi pomogli. Podeszli w dobrych nastrojach. Sprawdziliśmy, czy Pan żyje. Uff.. zareagował, coś powiedział pod nosem. Zobaczyliśmy, że w kieszeni tego Pana dzwoni telefon. Odebraliśmy. Dzwoniła żona tego Pana. Odebrałam i wytłumaczyłam jak wygląda sytuacja. Prosiła zapłakana żebym ratowała jej męża, bo w domu czeka na niego trójka małych dzieci. Żebym nie zostawiła go na tym mrozie. Okazało się, że Pan przyjechał do pracy, pokłócił się z żoną i wypił za dużo. Najwidoczniej się przewrócił i tak został do tej pory. Miał zarezerwowane miejsce w pokoju hotelowym. Poprosiłam chłopaków żeby pomogli mi doprowadzić go do tego miejsca. Nie mogliśmy jednak znaleźć tego hotelu. Ostatecznie trafiliśmy do innego. Było już około północy. Pan z recepcji nie chciał nas przyjąć. Nic dziwnego, jakaś dziewczyna z dwoma chłopakami z pijanym facetem prosi o nocleg, bo rzekomo tutaj ten pan miał nocować. Jednak Pan z recepcji okazał się ANIOŁEM! Pozwolił położyć Pana w jadalni na materacu. Powiedział, że jak wytrzeźwieje to rano da mu telefon. Żona obiecała zapłacić za nocleg. Uff… udało się! Moi pomocnicy poszli. Na pożegnanie zaśmiali się, że może jeszcze kiedyś kogoś wspólnie uratujemy i nasze drogi się rozeszły. Zostawiłam swoje dane i nr telefonu Panu w recepcji i biegiem wróciłam do mieszkania.

Było około pierwszej. Rano zajęcia. Nie mogłam z tego wszystkiego zasnąć. Wiedziałam, że miałam tego dnia znaleźć się właśnie w tym miejscu. Kolejnego dnia Pan do mnie napisał. Dziękował za uratowanie życia. Kilkakrotnie pisał potem do mnie potem na FB życzenia na święta. Warto pomagać! Jak dobrze, że właśnie tego dnia zachciało mi się nocnych spacerów nad morze 😉

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry